thernity blog - już nieczynne

O emigracji i po prostu zwykłym życiu

Kult, Tolkien??

W rmf cały wieczór puszczają Kult- stare kawałki nastrajają do wspomnień- akurat są miłe:)))
Idzie zima a mnie naszło znowu na „Trylogię” Tolkiena- tym bardziej, że wkrótce film w kinach!! Ciekawe, czy będzie podobny do moich wyobrażeń…

miłości

Tak sobie myslę, że zaraz na początku blogowania wywewnętrzniłam się, wywaliłam z siebie wszystko, całą „prywatę” i nie jestem pewna czy to nie za dużo.. Ale juz po ptakach:) Mówi się trudno:)
Jadąc dziś tramwajem myślałam trochę o tych swoich miłościach w życiu. Nie było ich tak dużo, ale zawsze były pod jakimś względem dramatyczne:( Taki mój pech? To chyba dlatego jestem na początku każdej znajomości taka nieufna- boję się, że znowu może się nie udać. Tylko, że jestem słaba i szybko wpadam w następne „sidła”
Tak jak teraz- też broniłam sie na początku, powtarzalam sobie że nie warto na kilka miesięcy.. I proszę!!! Nie dość, że wpadałam po uszy, to jeszcze tak niefortunnie.. Jasne, że przeszkadza mi to, że jest ktoś jeszcze. Tylko, że za wszelką cenę staram się o tym nie myśleć. Jak jestem z nim to nie myślę o tamtej, ale trochę chyba zazdroszczę. Że ten ktoś widzi go rano- jak idzie do pracy, widzi go wieczorem-jak wraca (albo jak wraca ode mnie).Chociaż z drugiej strony- ten ktoś jest oszukiwany. Tak się zastanawiam- czy jemu jest trudno oszukiwać?
Cieszę się, bo jutro go zobaczę:) Cieszę się, jak nastolatka. Znowu mam „motyle w brzuchu”. To drżenie, gdy muśnie ręką, gdy spojrzy w ten sposób… Warto???

dalsza część historii miłosnej

Miałam napisać to wcześniej, ale dziś coś ciężko było wejść na bloga- coś na łączach.. Dlatego kończę teraz.

Jasne, że się odezwał- po 3 dniach- dla mnie to była wieczność! Powiedział, że nie możemy się juz spotykać. Ja byłam opanowana (działały tabletki uspokajające?)i doznałam olśnienia:” Nigdy nie byłeś po rozwodzie, prawda?” Przyznał rację. A ja? Byłam całkowicie spokojna- jakbym w głębi duszy przeczuwała to. Miałam tylko tyle pytań, pytań, na które on nie bardzo potrafił odpowiedzieć: dlaczego nie nosi obrączki, dlaczego nigdy nie śpieszył się do domu, i dlaczego w ogóle do tego doprowadził??? No i dlaczego nagle zaczął się wycofywać? Przyznał jedno- że spanikował, że może to zajść za daleko. Bał się, że kiedyś może będę prosić go o zostawienie rodziny dla mnie, albo że to on będzie tego chciał… Wtedy powiedziałam mu o moich planach i o tym, że nigdy nie prosiłabym go o to. Wiem, że to chore czy egoistyczne ale poczułam się wtedy atrakcyjna- w końcu nieświadomie zauroczyłam go.. I to do tego stopnia, że aż zaczął się bac przyszłości..

To było w zeszłym tygodniu. Co się zmieniło na dzień dzisiejszy? Sporo!
Po pierwsze- dzwonił parę razy i tak, jak dawniej- rozmawialiśmy. Po drugie- dopytywał się wspólnej koleżanki, gdzie spędzamy piątkowy wieczór- miał zamiar pojawic się przypadkeim w knajpie.. Po trzecie- spotkaliśmy się wczoraj przypadkiem i przerodziło się to w prawie 4 godz… Rozmów oczywiście i wspólnego milczenia.. Co wynikło z rozmów? Jak na dzień dzisiejszy, to ciężko jeszcze dokładnie powiedzieć, ale zapowiada się że to nie będzie koniec:)
Wiem, wiem- juz słyszę te komentarze- że jestem paskudną egoistką!!! Pewnie, że przeszkadza mi myśl, że on nie wraca do pustego domu, ale to naprawdę miło gdy ktoś może pamietac o moich sprawach, powie miłe słowo,przytuli, pocałuje. I nie chodzi tu o sex, bo bez tego można jakos przeżyć! To on jest nie w porządku wobec żony. Dla mnie ważne jest to, że mnie polubił, że jestem dla niego atrakcyjna, że lubi ze mną przebywać..
Kurczę! Juz się boję tych komentarzy!… Jest mi naprawdę ciężko- czy któraś z Was była kiedyś „tą drugą”? To „toksyczny zwiążek”..

depresja…

Ok. Napiszę, co mi tam… Powiedziałam o tym koleżance- i ulżyło mi trochę wieć może jak napiszę, to pomoże więcej?

Poznałam go w połowie czerwca i na początku trzymałam go na dystans, a on czaił się i czaił.To była ta początkowa fascynacja, czyli to co jest najfajniejsze- „motyle w brzuchu’ na samą myśl o nim.. Nie brałam w żadnym wypadku możliwości rozwoju związku w jakiejkolwiek postaci, bo mam zamiar wyjechać wiosną na rok za granicę i chcę uniknąć łez i tęsknoty za facetem. Stało się jednak inaczej. W międzyczasie wyjechałam na miesiąc na urlop do rodziców. Dla mnie to była w jakims sensie próba. I co? Non stop telefony, smsy- był skłonny nawet przyjechać do mnie, ale nie mógł się wyrwać z pracy.. Po powrocie było nadal ok. Wiecie- to było takie miłe- pamiętał o moich problemach, egzaminach na uczelni. Potrzebowałam takiej opieki, troskliwości. On przeżył załamanie nerwowe-zmarł nagle jego ojciec- i wtedy ja mu pomagałam. Najbardziej lubiłam nasze długie rozmowy o wszystkim. To było jeszcze takie odkrywanie siebie, poznawanie… Powoli zaczynałam „wchodzić” w to wszystko, chciaż w duchu cały czas powtarzałam sobie, że to lużny związek, bo przeciez nie mogę się zaangażować. Jemu nie mówiłam o zamiarze wyjazdu- po co?

Na początku znajomości pytałam, czy ma kogoś- powiedział, że jest po rozwodzie i ma dziecko. W sumie nie przeszkadzało mi to- znowu z powodu moich planów. No i jeszcze- jak każda kobieta marzę o ślubie w białej sukni a z rozwodnikiem to nie bardzo możliwe:)

I nagle- wszystko się zawaliło… Jakoś nigdy nie zwracałam uwagi, że spotykamy się w różnych miejscach na mieście, czy u mnie w domu- a nigdy u niego. Tam było zawsze nie po drodze. W końcu wyszło szydło z worka, jak mieliśmy spędzic wieczór u niego. Jeszcze w ten dzień mówił, że wieczorem przyjedzie po mnie. I cisza!!! Nie odbierał telefonu, nie dawał znaku życia. Następnego dnia zadzwoniłam z innego tel- odebrał ale jak usłyszał, że to ja- odłożył słuchawkę!!!……??? Co ja przeżywałam!!! Nie potrafiłam w żaden sposób sobie tego wytłumaczyć. Zawsze strasznie wszystko przeżywam itak było też teraz.Płakałam strasznie, byłam na tabletkach uspokajających. Doszło nawet do tego, że kupiłam sobie papierosy i paliłam jednego za drugim. Ja, która palę okazjonalnie (czytaj: 1-3 w miesiącu)!!! Odchodziam od zmysłów, a tu trzeba iść normalnie do pracy, kupić jedzenie w sklepie, jeść, spać, oddychać… To było najgorsze- siedzę w autobusie, czy w pracy i nagle- ból przeszywający, bo cos mi się przypomniało.. I trzeba jakoś powstrzymać łzy, które są tuz po powiekami.. Wtedy juz wiedziałam, że nie traktowałam tego tak luźno- okazało się właśnie wtedy. Bo inaczej przeżywałabym, gdyby było inaczej. Braąłm pod uwagę raczej opcje tego rodzaju, że albo wszystko jakoś się rozleci śmiercią naturalną- że nie będzie nam dobrze ze sobą, albo ja wyjadę na rok a on będzie na mnie czekał- jeżeli mamy byc razem. Szkoda, że nie wzięłam pod uwagę innej opcji..

rana w sercu..

Zawsze jak człowiekowi źle, to chce się wygadać.. Z jednej strony jest lepiej a z drugiej- dalej cholernie ciężko i wydaje się, że nigdy aż tak nie bolało.. Do następnego razu.. To ma coś chyba wspólnego z alkoholem, nie? najpierw mówimy,że nigdy więcej nie pozwolimy na to, żeby tak cierpiec po fakcie aż do czasu gdy znowu jesteśmy na jakiejś imprezie. Tak samo z sercem- tyle razy obiecałam sobie, że nie pozwolę na to, żeby mnie zraniono i niestety- nadal się to zdarza:((((

Znowu mi się zdarzyło!!!:(( Nie mam już siły do facetów, bydlaków, popaprańców (nie tylko emocjonalnych)! Nie wiem- opowiedzieć, czy nie? W sumie to bym sobie ulżyła, ale mam świadomość, że moga to przeczytać różni ludzie. Nie wiem..???

hej,hej!!

O tym blogu wyczytalam w Cosmo. Spróbować? Sama nie wiem.. Niby piszę na papierze, dziennik chowam w domu. Nie mam przed kim, bo z rodzicami nie mieszkam, ale to chyba zostało mi po dawnych czasach, gdy drżałam że mama przypadkiem znajdzie i przeczyta:)
Pisanie tutaj wcale nie jest bezpieczniejsze- w końcu „wystawiam się na widok publiczny”.. A z drugiej strony to pociągające, ekstycujące. Każdy przecież ma w sobie coś z exchibicjonisty,nie;-)??


  • RSS