::księga gości::

2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik


Życie we dwoje
To już 7 miesięcy, od kiedy przeprowadziłam się do Włoch, od kiedy mieszkamy razem.
Na początku nie było łatwo, bo trzeba było iść na wiele ustępstw z obu stron, ale już się dotarliśmy.
Na szczęście S. nie rozrzuca skarpetek i opuszcza klapę od toalety. Ale np kiedyś zawsze po prysznicu zostawiał pianę od mydła w całej wannie, w efekcie czego później były czarne ślady co mnie działało na nerwy. Teraz myje po sobie wannę za każdym razem. Czasami pochrapuje w nocy, a raczej nad ranem i muszę go przebudzać, aby zmienił pozycję. No i niezmiennie ciągnie kołdrę na swoją stronę, bo pościel tutaj jest podobnie jak w USA- kołdrę zawija się z obu stron pod materac. Ja nie zawijam z mojej strony, bo lubię sobie "chłodzić" nogę w nocy więc on ciągnie.
Gdy gotuje - cała kuchnia jest pobojowiskiem. Ale gotuje naprawdę wspaniale, więc się nie odzywam, tylko sprzątam po nim:)
Twierdzi, że w sypialni nie mogą stać żadne kwiaty, bo wydzielają w nocy dwutlenek węgla. Nawet jeśli są to dwa małe fiołki...

Ale gdy ja kaszlę- kupuje mi syrop i pyta 10 razy, czy go piję, no i każe się cieplej ubierać. Wieczorem dzwoni z pracy do domu i sprawdza, czy wróciłam szczęśliwie z fitnessu. W sklepie kupuje mi moje ulubione Oreo. I przytula kilka razy dziennie. I całuje moje powieki...
A gdy wraca nocą z pracy- ogrzewam swoje zawsze zmarznięte stopy o jego zawsze ciepłe:) I uwielbiam budzić się rano koło niego. I nawet jak mnie czasami wkurza, to nie zamieniłabym tego życia na to poprzednie. Na życie bez niego.
thernity 2009-11-14 23:58:46
skomentuj (13)
Cmentarze we Włoszech
Ani się obejrzałam, a już po Halloween i 1 listopada. Halloween raczej nie jest tu obchodzone, są tylko ewentualnie imprezy w knajpach.
1 listopad- jak i u nas. Z tym, że cmentarze tutaj wyglądają trochę inaczej. Pochować bliskich można na kilka sposobów: do ziemi, jak i u nas, lub w miejsca tzw "piętrowe", gdzie są jakby półki- jedna nad drugą, w której są zamurowane trumny.


W takich specjalnych jakby blokach, są najczęściej 4-5 poziomy. Im miejsce wyżej, tym taniej, bo ciężej się dostać, aby postawić jakiekolwiek kwiaty np.



Mnie to nie bardzo się podoba, bo mało miejsca na cokolwiek, poza tym wyobraźcie sobie, jak na 1 listopada schodzi się cała rodzina do prawie każdego grobu i robi się tłum przy tej ścianie. Poza tym- żadnej prywatności...
Te bloki z grobami są też większe, piętrowe:


Lub po prostu wszystkie są zgrupowane w normalnych, 1-3 piętrowych budynkach, które wyglądają jak jakieś biura albo coś - w środku z długimi, nie kończącymi się korytarzami i masą sal:




Wrażenie trochę, brrr...
Ja nigdy się z nie spotkałam z czymś takim wcześniej, ale robią to dlatego, aby zaoszczędzić miejsca, ponieważ w takim wielkim mieście jakim jest np Rzym - po kilku latach cmentarze byłyby już całe zapełnione.
Dodatkowo po 20-30 latach, za zgodą rodziny- zwłoki (a raczej już tylko szczątki kości) są przenoszone z trumien w takie mniejsze "pojemniki" i chowane w innym miejscu, aby "zwolnić to miejsce na następną trumnę". Jeśli rodzina nie wyraża zgody, opłaca jeszcze raz już zajęte miejsce.

A jeśli ktoś ma sporo pieniędzy, to może sobie zrobić grobowiec rodzinny, za który płaci raz i później nie musi już przenosić nigdzie zwłok.



thernity 2009-11-08 21:46:27
skomentuj (6)
Epidemia grypy?
Dziś na Ukrainie ogłosili, że mają rozprzestrzeniające się zachorowania na grypę A1/H1N1. Wciąż się skądś słyszy, że nie tylko tam ale i w innym państwach jest coraz więcej zachorowań. Ludzie zaczynają się bać.
W telewizji włoskiej puszczają bardzo często spot ze znaną tu z bajek Myszką Gigio, która opowida o pięciu regułach, które neleży przestrzegać, aby ograniczyć zarażanie się grypą. Tą zwykłą, typu A, ale pomoże i przy świńskiej.



Reguła nr 1- myć często ręce;
Reguła nr 2 - zakrywaj noc i usta, gdy kaszlesz lub kichasz i wyrzucaj od razu zużyte chusteczki;
Reguła nr 3 - jeśli nie masz umytych rąk, nie dotykaj nosa, ust ani oczu;
Reguła nr 4 - otwieraj często okna, aby wywietrzyć mieszkanie;
Reguła nr 5 - masz ból gardła, kaszel i gorączkę? Nie wychodź z domu, tylko zadzwoń po lekarza rodzinnego.
Bądźmy wszyscy zdrowi!!

thernity 2009-10-30 20:44:10
skomentuj (1)
W poszukiwaniu pracy
Szukam pracy i szukam. Co prawda dopiero od ponad miesiąca, ale jest ciężko. Co tu gadać. W Polsce jest problem ze znalezieniem pracy, nawet dla profesjonalistów a co dopiero na obczyźnie, w dodatku, jak mój włoski nie jest biegły. Tak, dogadać się dogadam, ale jest trudniej niż w angielskim. Jest tu masę dialektów: w Rzymie mówią inaczej niż Neapolu, w Wenecji mówią inaczej niż na Sardynii czy Sycylii a jak jeździmy do rodziców S. to jego babci nie rozumiem wcale. No, może 2-3 słowa. Pochodzi właśnie z Sardynii.

Kelnerką więc na razie nie będę, bo nie zrozumiem co ludzie ode mnie chcą. Wysłałam masę cv do hoteli, hosteli, bo pracowałam kiedyś kilka lat na recepcji, ale odpowiedzi brak. Sekretarka albo coś w biurze? Nie potrafię jeszcze napisać jakiegoś oficjalnego pisma itp. Poza tym ogłoszenia na stanowiska biurowe mają bardzo często adnotację, że chcą TYLKO Włoszki...

Porozwoziłam oczywiście też osobiście cv do wszystkich placówek w Rzymie związanych z Polonią. Zaproponowano mi bezpłatny staż w biurze turystycznym, promującym tutaj wyjazdy dla Włochów do Polski. Staż na październik, bo jest robota przy wysyłaniu zaproszeń na jakąś imprezę, którą organizują, ale od listopada nie ma możliwości zatrudnienia mnie na stałe. Nie ma takiej możliwości w ogóle, bo placówka jest finansowana z dotacji państwowych i nie mają pieniędzy na następne stanowisko.
No cóż, podziękowałam, bo siedzieć dzień w dzień 8 godz tam, za całkowitą darmochę, to szkoda czasu. Żebym jeszcze wiedziała, że później mnie zatrudnią, to można to przeżyć. Ale ja szukam pracy, aby coś zarabiać, aby odciążyć S, aby mieć ubezpieczenie, kartę pobytu itp, aby nie siedzieć w domu.

thernity 2009-10-24 22:12:12
skomentuj (7)
A teraz- kasztany!
Jesień nadeszła do Rzymu z trąbą powietrzną, po której temperatura zeszła z 25 na 15 i już tak została. Ale nie narzekam, bo widzę, co się dzieje w Polsce: 5-7 stopni i śnieg, brrr!! Ja dziękuję. To ja bez bólu chowam wreszcie klapki do szafy i wyciągam pełne buty tutaj.

U nas czas na kasztany. I to nie tylko te, które co roku zbieram w parkach, które wkładam do wszelkich kieszeni w kurtkach, aby dotykać ich chłodnej, blyszczącej skórki. Na szczęście tutaj rosną też te nasze kasztanowce (których w Waszyngtonie musiałam się dłuuugo, długo naszukać swojego czasu), więc porozkładałam je już po domu.

Za to tutaj wszyscy dostają bzika jakiegoś na punkcie kasztanów jadalnych. Tzn, zbierania ich i później jedzenia. A że w parkach niestety ich nie ma, bo są uprawiane tylko w specjalnych, ogrodzonych jakby "sadach", więc kto może to jedzie do lasów, by tam szukać miejsc z kasztanami. My byliśmy ostatniej niedzieli.
Las, jak to las - niby cisza powinna być, spokój - a my co chwilę spotykaliśmy ludzi z reklamówkami pełnymi kasztanów. W lesie te kasztany co prawda są trochę gorszej jakości i mniejsze od tych uprawianych, ale za to za darmo. Bo za te hodowane trzeba płacić ok 4euro za kg. No ale biznes kwitnie, bo kasztany można kupić nie tylko przy drodze w lesie, albo przy takim "sadzie" ale też w siatkach w supermarketach. Podobno rokrocznie "produkuje się" ich ponad 10 tys ton!
Drzewa kasztanów jadalnych są niepozorne, nie wyróżniają się niczym, tylko masą tych kulek z ostrymi jak igły kolcami.



Jak spadają i lecą na głowę czy plecy, to naprawdę boli, ajć!



Wyglądają inaczej, są prążkowane i z jednej strony zawsze podłużne. No i jest ich kilka rodzajów, podobno najlepsze są "Marroni", dużo większe i z bardziej żółtym miąższem.



Widać różnicę? :)



W październiku i listopadzie w wielu miejscach organizowane są jarmarki i wszelkiego typu święta lokalne, na ktorych można jeść pieczone i nie tylko kasztany. Byliśmy w jednej z takich miejscowości, na tzw "Sagra della castagna".
W takich miejscach kasztany pieką nad ogniskami, na specjalnych, ogromnych sitach. Sita te są bardzo ciężkie a trzeba nimi co chwilę mocno potrząsać, aby kasztany zrumieniły się z każdej strony.



Mój S. i wielu moich włoskich znajomych uwielbia kasztany. A dla mnie to nic specjalnego. Smakują trochę pomiędzy pieczonymi ziemniakami a orzechami włoskimi. Podobno lepsze są z czerwonym winem, no cóż, trzeba spróbować. Jak na razie za to spróbowałam likier kasztanowy, z całymi ksztanami w środku i smakował mi bardzo. Próbowałam też dżemu z kasztanów, całkiem, całkiem.
Kasztany w domu przyrządza się na specjalnych patelniach z dziurkami. Są obecnie do kupienia w każdym supermarkecie. Na ulicach Rzymu też juz można kupić pieczone, kosztują 7-10 euro za 7-10 sztuk (!!!) i są przyrządzane na specjalnych piecykach.
thernity 2009-10-14 23:53:42
skomentuj (13)
~* napisz *~
e-mail

~* z czterech stron świata *~
do góry nogami czyli w Singapurze
Aborygeni, kangury i koala w Australii
Koreańczycy nie lubią buraczków
W Chinach a dokładnie w Szanghaju
Oko na Maroko czyli szok kulturowy
Aupairsztaka w Irlandii
Joanna w Londynie
szlak z Wroclawia do Paryza

~* Włos-czyzna *~
Rzym na żywo
Carlo & Joanna
Okruchy włosko-polskie
Polacco w słonecznej Italii

~* z sentymentu - z Hameryki *~
Matka-Polka w Stanach
Nju Jork na innych fotkach
Joe from Nine Str i NYC w obiektywie
Direct from Chicago
Madkasia przyjaciółka za oceanem, przyszły lekarz
Houston - mamy problem? ;-)
NYC jakiego nie znamy
California, California...
podróżnik amerykański
nowojorskie gadanie
baba jaga już emigrantka
Swert na obczyźnie

~* czytam *~
Helena po prostu
na wysokich obcasach
pralnia ręczna
berenicca delikatna
vela cynamonowy gwiazdozbiór
kto to? nikt tego nie wie
rosemary Wroclawianka

~* rzadko, rzadziej *~
Cosmopolitka z Minnesoty
znajomy Bart z DC
suvka też w Hameryce
Cashew lubi nerkowce
pmp oczy szeroko zamknięte
Nowojorczyk student z Times Square
yga zna czary...

~* zaglądam *~
blog - szybciej, na skróty
mapy satelitarne